„OZE-sroze", ustawa 10H
i własne panele na dachu
Przez osiem lat rządów PiS Polska zablokowała setki farm wiatrowych. Teraz Przemysław Czarnek — kandydat na premiera wyznaczony przez Kaczyńskiego — zapowiada „demontaż" OZE, choć sam korzysta z dotowanej fotowoltaiki. Historia kłopotliwego związku prawicy z energetyką odnawialną.
7 marca 2026 roku Jarosław Kaczyński zjawił się w krakowskiej hali Sokół i przedstawił zgromadzonym swoją odpowiedź na pytanie „kto będzie następnym premierem PiS": profesor Przemysław Czarnek. Były minister edukacji narodowej — znany przede wszystkim z batalii o kształt podstawy programowej i ostrych wypowiedzi na tematy obyczajowe — otrzymał nowe zadanie: być twarzą PiS w debacie o energetyce. I jak na nowe zadanie przystało, zabrał się za nie z rozmachem.
„Nie mamy żadnego Zielonego Ładu, żadnych OZE-sroze. My mamy nasz miks węglowy, bo mamy nasze bogactwa naturalne i wara wam od nich."
Sprawdź opłacalność inwestycji
Przejdź do kalkulator fotowoltaiki z analizą CEPEX i AI.
Fraza „OZE-sroze" natychmiast obiegła media społecznościowe i stała się newsem dnia. Kilkadziesiąt godzin później Czarnek poszedł o krok dalej. W rozmowie z Radiem ZET 9 marca przyznał, że posiada na dachu własnego domu instalację fotowoltaiczną zamontowaną przy unijnym dofinansowaniu za kwotę 8 100 złotych. Inwestycja obniżyła mu roczny rachunek za energię z około 2–2,5 tys. zł do około 1–1,2 tys. zł.[6] A następnie — nie przejmując się pozorną sprzecznością — ogłosił, że zamierza ją zdemontować.
„Zdemontuję to świństwo, jak tylko mi się to spłaci i jak tylko wyjdę z okresu trwałości projektu."
Przemysław Czarnek, Radio ZET / konferencja prasowa, marzec 2026
Ustawa 10H — jak PiS zamroziło wiatraki
Aby zrozumieć retorykę Czarnka, trzeba cofnąć się do lata 2016 roku — jednego z najważniejszych momentów w historii polskiej energetyki wiatrowej. Przed lipcem 2016 roku Polska rozwijała energetykę wiatrową w szybkim tempie: pierwsze turbiny stanęły w 2001 roku, a lata 2008–2016 były okresem niemal nieprzerwanego wzrostu mocy zainstalowanej.
16 lipca 2016 roku weszła w życie ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych, zwana potocznie ustawą odległościową lub „10H". Jej główny zapis zabraniał lokowania turbin wiatrowych bliżej niż w odległości równej dziesięciokrotności całkowitej wysokości turbiny od zabudowań mieszkalnych. Dla typowej turbiny o wysokości 150 m oznaczało to zakaz budowy w promieniu 1,5 km od jakiegokolwiek budynku mieszkalnego.[7]
Chronologia działań PiS wobec OZE (2016–2023)
- Lipiec 2016 — wejście w życie ustawy 10H — efektywne zamrożenie lądowej energetyki wiatrowej
- 2016 — kryzys systemu zielonych certyfikatów: cena ZC spada do ok. 20 zł, masowe bankructwa małych inwestorów OZE
- 2019 — Minister Emilewicz zapowiada nowelizację 10H „do końca 2020 roku" (nigdy nie następuje)
- 2021–2022 — projekt liberalizacji 10H przerzucany między ministerstwami „jak gorący ziemniak"
- 2023 — Polska, mimo największego potencjału wiatrowego w regionie, utrzymuje najniższy w Europie udział OZE w miksie energetycznym
- Wrzesień 2024 — rząd Tuska przedstawia projekt zniesienia 10H i wprowadzenia minimalnej odległości 500 m
Skutki ustawy okazały się druzgocące dla branży. Nie tylko wstrzymano nowe inwestycje — ustawa zablokowała też zabudowę wokół już istniejących farm wiatrowych. Właściciele działek przy turbinach przestali być w stanie uzyskać pozwolenia budowlane. Dziesiątki małych inwestorów, którzy weszli w energetykę wiatrową na lądzie, gdy państwo zachęcało ich do takich inwestycji, znalazło się w obliczu bankructwa.
„Najpierw państwo namawia do inwestycji oferując pomoc polskim inwestorom, a następnie rujnuje ich za pomocą kilku ustaw. A na koniec i tak zrzucą winę na nas, mówiąc, że to my podjęliśmy złe decyzje biznesowe."
— inwestor sektora OZE cytowany przez Energetyka24.com
Katastrofa zielonych certyfikatów
Ustawa 10H nie była jedynym ciosem. Równolegle rozpadł się system zielonych certyfikatów — mechanizm, który przez lata napędzał rozwój OZE w Polsce. Zasada działała prosto: sprzedawcy energii musieli kupować określony procent energii z OZE, potwierdzony cyfrowymi certyfikatami. Problem polegał na tym, że kiedy ilość certyfikatów na rynku przekroczyła popyt, ich cena runęła. W 2016 roku świadectwa pochodzenia energii z OZE kosztowały zaledwie około 20 złotych — poniżej progu akcyzy. Paradoks: sprzedawcom opłacało się płacić kary za niestosowanie się do prawa, a nie kupować certyfikaty. Inwestycje w odnawialne źródła energii stały się nagle nieopłacalne.[8]
Paradoks: PiS i boom fotowoltaiczny
Jest jednak w tej historii pewien paradoks, który Czarnkowi trudno przemilczeć. O ile PiS skutecznie blokował lądową energetykę wiatrową, o tyle za jego rządów Polska przeżyła bezprecedensowy boom fotowoltaiczny. Programy dofinansowania paneli słonecznych — w tym ten, z którego skorzystał sam Czarnek — przyciągnęły setki tysięcy prosumentów. Dziś łączna moc zainstalowana w energetyce słonecznej i wietrznej przekracza w Polsce 30 GW.[9]
Minister Klimatu Paulina Henning-Kloska nie omieszkała skomentować: — Baron węglowy ma solarny dach. Sam czerpie zyski z zielonej transformacji, by obniżyć domowe rachunki, a innym mówi, że to się nie opłaca.[10]
„Alternatywa 2.0" i wyjście z ETS — co jest możliwe?
14 marca 2026 roku PiS zorganizował konwencję programową pod hasłem „Alternatywa 2.0 dla energetyki". Czarnek zapowiadał, że zostanie przedstawiony szczegółowy projekt ustawy o wyjściu Polski z unijnego systemu handlu emisjami ETS. Projekt jednak nie pojawił się — zamiast niego pojawiły się ogólne deklaracje. Jacek Sasin stwierdził: „zamierzamy złożyć projekt ustawy o wycofaniu przepisów wprowadzających ETS z obiegu prawnego".[11]
„Nie ma przestrzeni, żeby Polska jako kraj inwestowała w OZE."
— Jacek Sasin, konwencja PiS „Alternatywa 2.0", Warszawa, 14 marca 2026
Problem z tą zapowiedzią jest fundamentalny: prawnicy konstytucjonaliści są jednomyślni. Profesor Anna Wyrozumska z Katedry Europejskiego Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Łódzkiego stwierdziła jednoznacznie, że uczestnictwo w systemie ETS nie jest dobrowolne i że w dyrektywie nie przewidziano procedury wypowiedzenia go przez państwo członkowskie.[12] Wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta wyjaśnił z kolei, że jednostronne wyjście z ETS mogłoby uruchomić procedury naruszeniowe Komisji Europejskiej, skargę do TSUE i kary finansowe.[13]
Innymi słowy: PiS wie, że jest to prawnie niemożliwe. Sam Mateusz Morawiecki w 2023 roku stwierdził publicznie, że „wyjście z ETS nie jest możliwe w prawie europejskim, a takie propozycje wynikają ze złej woli lub braku elementarnej wiedzy".[14] Retoryka o ETS jest więc przede wszystkim walką o elektorat — w szczególności o wyborców Konfederacji, którzy od lat budowali kapitał na podobnych hasłach.
Kulisy: strategia czy hipokryzja?
Analiza ostatnich tygodni ujawnia dość czytelną strategię. Czarnek — wyznaczony do „przejęcia" głosów Konfederacji przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku — wziął na siebie rolę najbardziej radykalnego głosu prawicy w debacie energetycznej. Hasła „OZE-sroze", demontaż paneli, wyjście z ETS, powrót do węgla — wszystkie te deklaracje mają jeden cel: pokazać niezdecydowanemu elektoratowi prawicy, że PiS jest twardszy od Mentzena.
Paradoks polega na tym, że PiS ma w tej dziedzinie skomplikowane dziedzictwo. Partia, która zablokowała setki farm wiatrowych ustawą 10H, jest zarazem tą samą partią, która — przez programy wsparcia dla fotowoltaiki i inwestycje Orlenu w offshore — przyczyniła się do dynamicznego wzrostu mocy OZE w Polsce. Eksperci oceniają, że gdyby nie ustawa 10H, Polska miałaby dziś kilkanaście gigawatów więcej taniej energii z wiatru — i być może ceny prądu nie byłyby problemem politycznym numer jeden.
„Wyjście z systemu ETS byłoby dla nas strzałem w stopę. Polsce powinno zależeć na jego stabilności bardziej niż innym krajom."
Michał Hetmański, ekspert ds. transformacji energetycznej, cyt. za money.pl
Czarnek zapytany po raz kolejny, kiedy zdemontuje panele, odpowiedział 16 marca: „zdemontuję to świństwo, jak tylko mi się to spłaci i jak tylko wyjdę z okresu trwałości projektu — w zasadzie nie ja, tylko moja żona".[15] Internauci obliczyli na podstawie jego własnych danych, że instalacja właśnie się spłaciła. Demontaż na razie nie nastąpił.
Źródła
- Przemysław Czarnek, Radio ZET, 9.03.2026; Bankier.pl: „Afera o OZE-sr-OZE. Przemysław Czarnek zapowiada demontaż fotowoltaiki ze swojego domu", 09.03.2026.
- Ustawa z dnia 20 maja 2016 r. o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych (Dz.U. 2016 poz. 961). Analiza: Gramwzielone.pl, Teraz-Srodowisko.pl, OKO.press.
- Analiza kryzysu zielonych certyfikatów: Energetyka24.com, „Walka z wiatrakami. Jak rząd zniszczył polskich przedsiębiorców".
- Dane o mocy zainstalowanej OZE w Polsce: Bankier.pl, marzec 2026.
- Minister Paulina Henning-Kloska, cyt. za: Bankier.pl, Globenergia.pl, marzec 2026.
- Jacek Sasin, konwencja PiS „Alternatywa 2.0", Warszawa, 14.03.2026, cyt. za: OKO.press, RMF24.pl.
- Prof. Anna Wyrozumska, Katedra Europejskiego Prawa Konstytucyjnego UŁ, analiza dla Konkret24 (TVN24), maj 2025 / marzec 2026.
- Wiceminister Klimatu Krzysztof Bolesta, cyt. za: money.pl, „Czarnek chce wyjść z systemu ETS. Oto co może zrobić Polska", marzec 2026.
- Mateusz Morawiecki (2023), cyt. za: Goniec.pl, „Co naprawdę planuje Czarnek?", 18.03.2026.
- Przemysław Czarnek, konferencja prasowa przed Elektrociepłownią Żerań, Warszawa, 16.03.2026; cyt. za: PortalKomunalny.pl, RadioMaryja.pl.
Źródło:
Radio ZET, Energetyka24, Gramwzielone.pl, money.pl, Konkret24, Ustawa odległościowa 10H
Udostępnij:
Konrad Gruca
CEO & Founder Eco Audyt
Były student V roku prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Założyciel i twórca platformy Eco Audyt. Łączy wiedzę prawną, technologiczną i biznesową, specjalizując się w analizie nieruchomości, opłacalności inwestycji oraz projektowaniu narzędzi cyfrowych wspierających decyzje energetyczne.
Specjalizacje: